***

Dziś do mojej pracy przyszedł Pan, który poinformował mnie, że umył się pierwszy raz od miesiąca i z tego powodu może mnie zaprosić na kawę.


Jestem trochę bizneswoman

Jestem trochę bizneswoman


bardzo ładne


Kto jest wege ten rucha kolege

Na początku tego wpisu chciałabym zaznaczyć, że wcale nie myślę tak jak w tytule. Zrobiłam to dlatego, ponieważ ogladałam kiedyś na youtubie wykład jakiejś kobiety-blogerki, która zapewniala mnie, że zwiększę zainteresowanie moimi wypocinami, jeżeli zacznę pisać kontrowersyjnie. Przygotowałam już sobie nawet jakiś czas temu, mocny tekst głoszący o tym, że krowy to gorsze zwierzęta niż gołębie, ale w ostateczności zabrakło mi odwagi na publikację. 

Pozostając w temacie fauny, jednym z bardziej kontrowersyjnych tematów jest też ostatnio nasza dieta. Wegetarianie nie mogą zrozumieć mięsożernych “morderców”, a orendownicy białego wursta nie wyobrażaja sobie codziennego jedzenia samych “chwastów”. Dla mnie najdziwniejsze w tym wszystkim wydaje się być zaglądanie sobie w talerze.

Sama mam już za sobą przygodę z wegetarianizmem. Moje pobudki były raczej czysto estetyczne, bo pewnego dnia obrzydziło mnie, że jem zmieloną świnię zawinięta w jej własne jelito. Stwierdziłam, że to strasznie upadlające dla niej i dla mnie. 4 miesiące jadłam sobie zdrowo,fit, wege, eko no i na czasie przede wszystkim.
Pewnego dnia, nakładając mojemu kotu do miseczki karmę o smaku wołowiny, stwierdziłam, że chyba coś to nie gra i wróciłam do starych nawyków, z tym, że staram się nie jeść kiełbasy, bo nadal mnie obrzydza. Myślę, że ten kot miał mnie za idiotkę, nie dziwi mnie teraz dlaczego uciekł. 

Ostatnio rozmawiałam z pewną dziewczyną, która zapytana o to, dlaczego została wege powiedziała, że odmieniło jej się kiedy zobaczyła film, w którym zabijają krowę.
Wczoraj widziałam film, w którym zabijają ludzi i postanowiłam sobie, że choćby nie wiem co, nigdy nie zjem człowieka.



Ostatnio w żabce bywam częściej niż na uczelni. 

Ostatnio w żabce bywam częściej niż na uczelni. 




Gdybym mogła cofnąć czas, to przekonałabym Justynę, że aerobik jest spoko.

Kiedyś miałam na uczelni koleżankę, miała na imię Justyna. Justyna była super, miała ambiwalentny stosunek do studiowania, rozumiała moje żarty i odpadła na 2 roku, bo nie chodziła na wf.

Od tego czasu często przez cały dzień jestem w stanie usłyszeć swój głos dopiero wieczorem, gdy wrócę z zajęć i poproszę mamę by zrobiła mi herbatę. Na ogół nie mam z żakami zbyt wielu wspólnych tematów. Ludzie z mojego roku zagadują do mnie tylko przed kolokwium, gdy chcą się upewnić, że ktoś nauczył się mniej niż oni.
Ostatnio uczestniczyłam w wyjątkowo nudnych zajęciach seminaryjnych. Przyglądając się kolejnej z rzędu nieudolnie przedstawionej prezentacji o zawartości metali ciężkich w glebach gospodarstw rolnych dotkniętych żywiołem powodzi, postanowiłam zaryzykować i odezwać się do Darii. 
Rozmowa pobiegła klasycznym torem - od Chodakowskiej, przez chleb pełnoziarnisty po książkę którą akurat czytałam. Obiecałam, że jej pożyczę. Ona zapisała sobie tytuł podkreślając tym samym, że jest zainteresowana tematem. Pomyślałam sobie - normalna nawet ta dziewczyna, może to ja przesadzam. Oddałam się lekturze książki o chronicznych schizofrenikach, a Daria zaczęła kreślić coś żywo ołówkiem na swojej kartce podśmiechując się pod nosem. Pod koniec zajęć szturchnęła mnie łokciem w bok i szczerząc zęby pokazała mi swoje dzieło. Wyglądało mniej więcej tak:
image

Od tego obrazka bardziej zdziwiłby mnie chyba tylko widok jaszczurki żonglującej krzesłami. Z uprzejmości uśmiechnęłam się i wydałam z siebie dźwięk w rodzaju “heee”. By wybrnąć z sytuacji zapytałam się jej czy oglądała film “Święta Góra”, choć doskonalne znałam odpowiedź na to pytanie. Z seminarki wyniosłam, że najwięcej amoniaku bydło wydala bekając oraz że nie należy siadać obok dziewczyny w żóltych lokach.



Stoję w Berlinie. Piękne kolory, nie? No.

Stoję w Berlinie. Piękne kolory, nie? No.