***

Nagła informacja o śmierci Ani Przybylskiej jest dla mnie podwójnie przygnębiająca, ponieważ zdołała przyćmić premierę mojego nowego zdjęcia w tle.


#enter the void #to jest moja najkorzystniejsza poza do zdjęć #muzeum narodowe w Poznaniu #Kiedyś potrafiłam zrobić hasztag, ale jak się okazuje nie jest z tym tak samo, jak z jazdą na rowerze.

#enter the void #to jest moja najkorzystniejsza poza do zdjęć #muzeum narodowe w Poznaniu #Kiedyś potrafiłam zrobić hasztag, ale jak się okazuje nie jest z tym tak samo, jak z jazdą na rowerze.


Historia o tym, jak wzbogaciłam się na polskim rapie

Jakiś czas temu zaczęłam opisywać tu moją tegoroczną mazursko- wileńską przygodę autostopową. Klasycznie stworzyłam pierwszą część i olałam temat na 2 miesiące. Co jakiś czas nachodziły mnie jednak myśli, że ostatnio prowadzenie tego bloga i jedzenie na noc kanapek z majonezem to jedne z niewielu rzeczy, które udaje mi się robić systematycznie. Postanowiłam bardziej nie pogarszać statystyk i zalogowałam się tu z chęcią dokończenia tego co zaczęłam.

W trakcie czytania mojego ostatniego tekstu znalazłam tam zdania, które z jakiegoś powodu 2 miesiące temu wydawały mi się zabawne, a teraz czytane jedne po drugim, powodowały jedynie coraz smutniejszy grymas na twarzy. Zadecydowałam, że cykl nie doczeka się kontynuacji i po prostu usunęłam ten wpis ( właśnie pomyślałam, że na Facebooku mógłby powstać fanpage “posty/zdjęcia usunięte po 15 sekundach”).

Na szczęście moje życie wiecznie obfituje w ciekawe do opowiedzenia historie. Ta, którą mam zamiar przedstawić, jest z serii tak fajnych i absurdalnie nieprawdopodobnych, że moim znajomym nie chciałoby się jej słuchać. Z pewnością mogę ją postawić tuż obok opowieści o tym, jak 2 lata temu kierowca nocnego autobusu zmienił swoją trasę, by podwieźć mnie do domu gdy przespałam swój przystanek.

Była środa około godziny 23. Wpatrując się w monitor komputera siedziałam w swoim pokoju ubrana w dresy i kiczowato wyglądające, niebieskie skarpety z froty. W trakcie kiedy oglądałam kolejny tutorial, który instruował mnie w jaki sposób można zbudować kalejdoskop z pudełka po tabletkach Plusz, usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Dzwoniła Werka ze Swaja.

Z Werką ze Swaja znamy się od wielu lat, jednak nasz kontakt pogorszył się, od czasu w którym zatrudniła się jako barmanka w jednym z nocnych klubów w naszym mieście i postanowiła zaprzyjaźnić się z tamtejszym personelem. W słuchawce usłyszałam krzyk jej pijanych koleżanek i głos, który oznajmił mi, że za 15 minut przyjedzie po mnie taksówką do domu i zabierze mnie na miasto. Ten spontaniczny pomysł w skali 10 punktów oceniłabym na 2. Bardzo mi się nie chciało i jedyne o czym wtedy marzyłam, to by włączyć sobie jakiś film przy którym będę w stanie zasnąć po 30 sekundach, dlatego stanowczo odpowiedziałam - okej, idę umyć włosy.

Oczywiście okazało się, że jednak z tą taksówką, to ją trochę poniosła fantazja i że mam przyjechać sama pod Stary Browar. Jako, że zgodziłam  się na spotkanie i nie chciałam wyjść też na jakiegoś dusigrosza, to sama zamówiłam sobie taryfę. Kiedy dotarłam do celu i zapłaciłam za kurs zorientowałam się, że na imprezkę zostało mi 20 zł. Na miejscu poznałam znajome Weroniki i wspólnie udałyśmy się do klubu. W środku szybko przekonałam się, że nie dam rady bawić się tam na trzeźwo, dlatego tylko stałam przy stoliku, piłam piwko i udawałam, że akurat muszę sprawdzić coś niesamowicie ważnego w telefonie gdy dziewczyny podchodziły do mnie, by zatańczyć solidarnie w rytm piosenki Beyonce “Single Ladies”.

Po pół godziny wspólnie z Werą ustaliłyśmy, że lepiej będzie jak pójdziemy jednak coś zjeść. Wybrałyśmy najbliżej zlokalizowaną knajpę w której zjadłyśmy falafela. Zanim ruszyłyśmy dalej, przysiadłyśmy w celu spalenia papierosa na pobliskich schodach jednej z bardziej obskurnych kamienic Poznania, która notabene mieściła się tuż obok kebaba w którym się stołowałyśmy. Wera smęciła mi cos na temat swojego byłego chłopaka i pokazywała mi jego zdjęcia na Instagramie. Jedno przedstawiało go schodzącego po schodach na klatce schodowej i było okraszone tagami #schodydopiekla #stairstohell .Przy tym zdjęciu głęboko westchnęła i przyznała że za nim tęskni. Rozmowę przerwał nam jakiś mężczyzna, który podszedł do nas na klasycznej gadce pytając co w t a k i m miejscu robią t a k i e dziewczyny. Ledwo chciało mi się wysłuchiwać smutków Weroniki, a co dopiero jakiegoś nieznajomego gościa pod kebabem Izmir, dlatego na pytanie co byśmy chciały odpowiedziałam ,ze najbardziej, to żeby sobie poszedł. Uśmiechnął się pod nosem, ale nadal nie przestawał kontynuować rozmowy. Powiedział, ze w sumie to jest z Katowic, ale mieszka i zarabia w Wielkiej Brytanii. Do Poznania przyjechał na targi żywności, które okazały się beznadziejne, dlatego postanowił wyjść zabawić się do centrum. Cały czas nie mógł zrozumieć dlaczego wśród tylu dostępnych na imprezowej mapie miejscówek naszego miasta, zdecydowałyśmy się wybrać akurat betonowe schody prowadzące do kamienicy, której właścicielami zdawały się być na pierwszy rzut oka bezdomne psy. Jego dociekliwość zaczęła mnie denerwować, dlatego postanowiłam wyjawić mu prawdę.

 Przyznałam, ze właściwie przez większość naszego życia przesiadujemy na tych schodach, ponieważ mieszkamy w tej kamienicy. Zdarza się ze organizujemy sobie w tym miejscu karciane rozgrywki, ale tylko wieczorami, ponieważ popołudniami kreci się tu za dużo osób i trzeba zawsze wstawać ze schodów by zrobić dla nich przejście, co jest problematyczne. Wspomniałam też, że nagrywamy muzykę typu rap, przy okazji pytając się czy jest jego zwolennikiem, czy raczej woli Hip-Hop. Ta ostatnia kwestia wyraźnie go zainteresowała i zapytał się za ile jesteśmy skłonne sprzedać mu swoje kawałki. W tym momencie znudziło mi się już dalsze ciągnięcie tej rozmowy i pozwoliłam Werze na śmieszne przekomarzanie się co do wielkości kwoty jaką jest w stanie nam zaoferować. Znudzona położyłam głowę na kolanach i obserwowałam jak nieznajomy zaczyna wyciągać coś z kieszeni swoich spodni. Wbrew pozorom nie był to pistolet ani jego przyrodzenie tylko 200 zł. Wręczył je mojej koleżance do ręki mówiąc, że chciałby zainwestować w rozwój nasz i naszej płyty, po czym odwrócił się na pięcie i zaczął oddalać się w stronę przeciwległej ulicy. Patrzyłyśmy na niego z tępym, zaszokowanym wyrazem twarzy. Po jakichś pięciu krokach odwrócił się raz jeszcze i powiedział wskazując na mnie - “Ty jesteś artystką, a twoja koleżanka szefową, uciekajcie z tego kraju”.
Przez sekundę pomyślałam, by może oddać mu te pieniądze, ale uśmiech na twarzy Weroniki sprawił, że bardzo szybko pozbyłam się tej myśli. Jak na prawdziwą szefową przystało, Weronika zadecydowała, że pieniądze przeznaczymy na rozwój melanżu kupując butelkę szampana w klubie, a mnie jako prawdziwej artystki nie trzeba było na to długo namawiać.


***

Dziś do mojej pracy przyszedł Pan, który poinformował mnie, że umył się pierwszy raz od miesiąca i z tego powodu może mnie zaprosić na kawę.


Jestem trochę bizneswoman

Jestem trochę bizneswoman


bardzo ładne


Kto jest wege ten rucha kolege

Na początku tego wpisu chciałabym zaznaczyć, że wcale nie myślę tak jak w tytule. Zrobiłam to dlatego, ponieważ ogladałam kiedyś na youtubie wykład jakiejś kobiety-blogerki, która zapewniala mnie, że zwiększę zainteresowanie moimi wypocinami, jeżeli zacznę pisać kontrowersyjnie. Przygotowałam już sobie nawet jakiś czas temu, mocny tekst głoszący o tym, że krowy to gorsze zwierzęta niż gołębie, ale w ostateczności zabrakło mi odwagi na publikację. 

Pozostając w temacie fauny, jednym z bardziej kontrowersyjnych tematów jest też ostatnio nasza dieta. Wegetarianie nie mogą zrozumieć mięsożernych “morderców”, a orendownicy białego wursta nie wyobrażaja sobie codziennego jedzenia samych “chwastów”. Dla mnie najdziwniejsze w tym wszystkim wydaje się być zaglądanie sobie w talerze.

Sama mam już za sobą przygodę z wegetarianizmem. Moje pobudki były raczej czysto estetyczne, bo pewnego dnia obrzydziło mnie, że jem zmieloną świnię zawinięta w jej własne jelito. Stwierdziłam, że to strasznie upadlające dla niej i dla mnie. 4 miesiące jadłam sobie zdrowo,fit, wege, eko no i na czasie przede wszystkim.
Pewnego dnia, nakładając mojemu kotu do miseczki karmę o smaku wołowiny, stwierdziłam, że chyba coś tu nie gra i wróciłam do starych nawyków, z tym, że staram się nie jeść kiełbasy, bo nadal mnie obrzydza. Myślę, że ten kot miał mnie za idiotkę, nie dziwi mnie teraz dlaczego uciekł. 

Ostatnio rozmawiałam z pewną dziewczyną, która zapytana o to, dlaczego została wege powiedziała, że odmieniło jej się kiedy zobaczyła film, w którym zabijają krowę.
Wczoraj widziałam film, w którym zabijają ludzi i postanowiłam sobie, że choćby nie wiem co, nigdy nie zjem człowieka.



Ostatnio w żabce bywam częściej niż na uczelni. 

Ostatnio w żabce bywam częściej niż na uczelni.