Nadal jeżdżę stopem

Jeżeli jeszcze nie znacie tego frazesu, to w tajemnicy zdradzę Wam, że podróże zmuszają ludzi do refleksji. Już w powieści Słowackiego tytułowy Kordian udaje się w podróż po Europie, która jest dla niego zarazem podróżą w głąb własnego jestestwa. Odkrywa wtedy zasady rządzące światem, które w efekcie końcowym mają przyczynić się do diametralnej zmiany jego osobowości i odnalezieniu własnego celu życia. Kiedy ja podróżowałam do Rygi udało mi się ustalić, że warto byłoby zmienić nazwę bloga.

Stwierdziłam, że bardziej adekwatne byłoby spalimy i JEDZIEMY, ponieważ oprócz opisywania ważnych problemów dotyczących zwierząt (w tym studentów), odważnego komentowania zachowań ludzkich po fakcie w Internecie i opowiadania Wam o tym, co znowu mi nie wyszło, to właściwie 70% wpisów na tym blogu, to opisy moich autostopowych przygód. Chcecie tego czy nie, na waszych oczach powoli rodziła się moja pasja, a wpisy które dodawałam, na przestrzeni czasu stawały się czymś więcej niż tylko udostępnieniem zdjęcia z filtrem Instagramu ściągniętego z Google Grafika. Tym razem zapraszam Was do wspólnej podróży na północny wschód. Zapewniam że emocje dostarczone Wam przy czytaniu tej opowieści będą równie duże co te, które towarzyszą klientom hipermarketów na 30 sekund przed otwarciem drzwi w dniach promocji sprzętu RTV.

Tegoroczne wakacje zapowiadały się beznadziejne. Oprócz wypadu na festiwal okularów przeciwsłonecznych – Audioriver i krótkiej, weekendowej wizyty w Wielkiej Brytanii nie miałam większych planów na zagospodarowanie lata. Początkowo planowałam zorganizować ze znajomymi wyjazd do Grecji . Zajęłam się wyszukiwaniem alternatywnych miast zlokalizowanych z dala od przeludnionych kurortów. Ułożyłam sobie wstępny plan odwiedzenia nieszablonowych miejsc, a nawet zorientowałam się co do cen biletu Interrail który pozwoliłby nam na beztroskie poruszanie się koleją po całym kraju w przystępnej cenie. Wszyscy byli zachwyceni i zdecydowani na 100%,  do dnia w którym trzeba było uiścić pierwsze opłaty.

Dusząc się w zatłoczonym Poznaniu i momentami popadając w małą depresje związaną z zastojem w moim życiu, przypomniałam sobie o gazetce Wizaira którą czytałam w trakcie mojego ostatniego lotu do Londynu. Zamieszczony był w niej opis stolicy Łotwy – Rygi. Niewiele się zastanawiając odnalazłam już swoją destynację, nadal jednak nie miałam partnera do podróży.
Wchodzę właśnie w ten okres życia, w którym słowa URLOP i PRACA nie są już tylko odległą przyszłością i sprawami rodziców. Ciężko było mi znaleźć kompana na wspólny trip. Na szczęście Bóg czuwa nade mną i sprawił, ze jeden z moich znajomych właśnie w tym okresie stracił pracę. Zapytałam go czy chce jechać ze mną do Rygi zahaczając początkowo o Mazury a potem Wilno. Zgodził się, więc ustaliliśmy, że ruszamy za 2 dni.
Osoba która zdecydowała się jechać ze mną to Mateusz. Mateusza poznałam 5-6 lat temu jadąc autobusem do szkoły. Jeździliśmy zawsze tym samym o 7.30 rano. Ja często czytałam w drodze gazetę Fokus, a on zwykle miał na sobie bluzę Adidasa - tyle udało się nam ustalić ze wspólnej retrospekcji. Pewnego razu Mateusz dosiadł się do mnie, wręczył mi swoją wizytówkę i tak się poznaliśmy. Wstydzi się tego do dziś, a ja pamiętam, że na początku pomyślałam, że jest Świadkiem Jehowy.

Pierwszy dzień przygotowań poświęciliśmy na odwiedzanie wszystkich marketów w Poznaniu w poszukiwaniu hamaka – zdecydowaliśmy się bowiem podróżować tylko z nimi i śpiworami. Po tym jak prawie przeszliśmy na „Ty” z Panią z infolinii z Lidla udało nam się dorwać 2 ostatnie sztuki. Na drugi dzień znaleźliśmy jeszcze 8 innych. Dodatkowo kupiliśmy folie malarską która działać miała jako ochrona przed deszczem, mapę i 2 rodzaje sznurka. Wieczorem staraliśmy się wyszukać atrakcji miejsc które chcieliśmy odwiedzić, ale zamiast tego zaczęliśmy oglądać psychodeliczne filmiki na youtube. Umówiliśmy się, że startujemy nazajutrz o 9 rano z poznańskiej pętli Śródka.

C.D.N            


Trzeci raz w życiu udostępniam w internecie twórczość/portret nieżyjącej osoby w ramach wyrażenia szacunku, pamięci i okazji do dodania nowego posta. Pierwszy raz był to portret Jana Pawła II na moim starym blogu, na którym jako 12-letnia reporterka, poinformowałam wszystkich internautów o jego śmierci 2 dni po tragedii. Drugie było zdjęcie mojej nieżyjącej modliszki Brąszwicy.
Dziś 3 rocznica śmierci Amy Winehouse. Nie musicie tu wypisywać miast ze zniczami, wystarczy że posłuchacie jak ładnie śpiewa.




***

Dziś do mojej pracy przyszedł Pan, który poinformował mnie, że umył się pierwszy raz od miesiąca i z tego powodu może mnie zaprosić na kawę.


Jestem trochę bizneswoman

Jestem trochę bizneswoman


bardzo ładne


Kto jest wege ten rucha kolege

Na początku tego wpisu chciałabym zaznaczyć, że wcale nie myślę tak jak w tytule. Zrobiłam to dlatego, ponieważ ogladałam kiedyś na youtubie wykład jakiejś kobiety-blogerki, która zapewniala mnie, że zwiększę zainteresowanie moimi wypocinami, jeżeli zacznę pisać kontrowersyjnie. Przygotowałam już sobie nawet jakiś czas temu, mocny tekst głoszący o tym, że krowy to gorsze zwierzęta niż gołębie, ale w ostateczności zabrakło mi odwagi na publikację. 

Pozostając w temacie fauny, jednym z bardziej kontrowersyjnych tematów jest też ostatnio nasza dieta. Wegetarianie nie mogą zrozumieć mięsożernych “morderców”, a orendownicy białego wursta nie wyobrażaja sobie codziennego jedzenia samych “chwastów”. Dla mnie najdziwniejsze w tym wszystkim wydaje się być zaglądanie sobie w talerze.

Sama mam już za sobą przygodę z wegetarianizmem. Moje pobudki były raczej czysto estetyczne, bo pewnego dnia obrzydziło mnie, że jem zmieloną świnię zawinięta w jej własne jelito. Stwierdziłam, że to strasznie upadlające dla niej i dla mnie. 4 miesiące jadłam sobie zdrowo,fit, wege, eko no i na czasie przede wszystkim.
Pewnego dnia, nakładając mojemu kotu do miseczki karmę o smaku wołowiny, stwierdziłam, że chyba coś to nie gra i wróciłam do starych nawyków, z tym, że staram się nie jeść kiełbasy, bo nadal mnie obrzydza. Myślę, że ten kot miał mnie za idiotkę, nie dziwi mnie teraz dlaczego uciekł. 

Ostatnio rozmawiałam z pewną dziewczyną, która zapytana o to, dlaczego została wege powiedziała, że odmieniło jej się kiedy zobaczyła film, w którym zabijają krowę.
Wczoraj widziałam film, w którym zabijają ludzi i postanowiłam sobie, że choćby nie wiem co, nigdy nie zjem człowieka.



Ostatnio w żabce bywam częściej niż na uczelni. 

Ostatnio w żabce bywam częściej niż na uczelni. 




Gdybym mogła cofnąć czas, to przekonałabym Justynę, że aerobik jest spoko.

Kiedyś miałam na uczelni koleżankę, miała na imię Justyna. Justyna była super, miała ambiwalentny stosunek do studiowania, rozumiała moje żarty i odpadła na 2 roku, bo nie chodziła na wf.

Od tego czasu często przez cały dzień jestem w stanie usłyszeć swój głos dopiero wieczorem, gdy wrócę z zajęć i poproszę mamę by zrobiła mi herbatę. Na ogół nie mam z żakami zbyt wielu wspólnych tematów. Ludzie z mojego roku zagadują do mnie tylko przed kolokwium, gdy chcą się upewnić, że ktoś nauczył się mniej niż oni.
Ostatnio uczestniczyłam w wyjątkowo nudnych zajęciach seminaryjnych. Przyglądając się kolejnej z rzędu nieudolnie przedstawionej prezentacji o zawartości metali ciężkich w glebach gospodarstw rolnych dotkniętych żywiołem powodzi, postanowiłam zaryzykować i odezwać się do Darii. 
Rozmowa pobiegła klasycznym torem - od Chodakowskiej, przez chleb pełnoziarnisty po książkę którą akurat czytałam. Obiecałam, że jej pożyczę. Ona zapisała sobie tytuł podkreślając tym samym, że jest zainteresowana tematem. Pomyślałam sobie - normalna nawet ta dziewczyna, może to ja przesadzam. Oddałam się lekturze książki o chronicznych schizofrenikach, a Daria zaczęła kreślić coś żywo ołówkiem na swojej kartce podśmiechując się pod nosem. Pod koniec zajęć szturchnęła mnie łokciem w bok i szczerząc zęby pokazała mi swoje dzieło. Wyglądało mniej więcej tak:
image

Od tego obrazka bardziej zdziwiłby mnie chyba tylko widok jaszczurki żonglującej krzesłami. Z uprzejmości uśmiechnęłam się i wydałam z siebie dźwięk w rodzaju “heee”. By wybrnąć z sytuacji zapytałam się jej czy oglądała film “Święta Góra”, choć doskonalne znałam odpowiedź na to pytanie. Z seminarki wyniosłam, że najwięcej amoniaku bydło wydala bekając oraz że nie należy siadać obok dziewczyny w żóltych lokach.